Pamiętam jak miałem z 10 lat na karku. Mój padre był wtedy w posiadaniu Wartburga 1ooo Exclusive z 1964 roku.
Cóż to była za maszyna...
To w tym samochodzie pokonywałem pierwsze metry za kierownicą, to właśnie w Nim trzeba było się zatrzymać i przełożyć pod maską jakieś tam wężyki, żeby zaczęło lecieć do środka ciepłe powietrze, to właśnie Nim jechaliśmy pięcioosobową rodziną na Mazury ze Śląska blisko dwie doby... połowę trasy pokonując, mając jedynie trzeci i czwarty bieg do dyspozycji...
I to ja rozumiem...
Ale, ale... Do czego to ja zmierzałem...
Jak już napisałem wcześniej część z nas zastanawia się jak się to wszystko zaczęło. Postaram się przybliżyć ten temat, jeśli nie całkiem to chociaż w pewnym stopniu. Mam do Was jednak prośbę, gdybym gdzieś popełnił błąd, to błagam nie wahajcie się ani chwili tylko piszcie o nim śmiało w komentarzach, dzięki temu unikniemy rozsiewania informacji tzw. kulawych.
A więc do dzieła.
Wikipedia podaje, że pierwszym pojazdem samobieżnym (w rozumieniu jako napędzanym nie siłą mięśni) był napędzany dwucylindrową maszyną parową pojazd mający w założeniu za zadanie ciągnięcie dział. Konstruktorem był Nicolas-Joseph Cugnot, francuski inżynier wojskowy. Pojazd ten ujrzał światło dzienne w 1796 roku, ważył ok czterech ton i rozwijał prędkość maksymalną 4 km/h. Cóż... Właśnie ze względu na tę zawrotną prędkość pojazd nie przypadł do gustu ówczesnemu społeczeństwu i został "schowany do szuflady".
Trochę później przyszedł czas na kilka maszyn parowych, jednak były to maszyny kolejowe więc nie biorę ich pod uwagę.
CDN
















































